
A jednak jest życie po "Zagubionych"
Świat chłopaka z Luizjany stanął na głowie, gdy został modelem. - Potem trafiłem do filmu i... woda sodowa uderzyła mi do głowy.
Podobno był Pan niepocieszony, gdy zginął Boone Carlyle, którego grał Pan w "Zagubionych"?
- Byłem śmiertelnie przerażony(śmiech)! Po pierwsze, wstrząsnęły mną okoliczności, w jakich pożegnał się z życiem. Po drugie - każdy z nas, młodych ludzi związanych z kapryśnym światem show-biznesu, ma pietra, gdy jakaś ważna przygoda dobiega końca. Na szczęście, wracałem po śmierci na plan. Jest mnie też sporo w samym finale.
Istnieje życie po takim serialu, jak "Zagubieni"?
- Spotykamy się na festiwalu telewizyjnym w Monte Carlo, w samym sercu wspaniałego, upalnego księstwa Monaco. Moja odpowiedź nie będzie już naznaczona tak ogromnym wahaniem, jakie dałoby się wyczuć jeszcze jakiś czas temu. Tak, istnieje! Gram krwiopijcę Damona Salvatore w świetnym serialu "Pamiętniki wampirów". Nie muszę drżeć, że po "Zagubionych" nikt się mną nie zainteresuje.
W wampiry Pan pewnie nie wierzy?
- Ależ wierzę, wierzę! W końcu urodziłem się w Luizjanie, tam zawsze było ich zatrzęsienie. Proszę się zresztą rozejrzeć - w okolicy także spaceruje przynajmniej kilka potomków Draculi. Na szczęście, świetnie się maskują.
Nie brakuje Panu rzadkiego u gwiazd poczucia humoru. Wiele z nich bez powodu zadziera nosa?
- A jak często się obrażają! I te ciągłe procesy o zniesławienie - Ja sam po roli w "Żyć szybko, umierać młodo" cierpiałem na zespół uderzenia wody sodowej do głowy. Szybko mi przeszło, za co dziękuje Bogu i... mojej mamie, która nauczyła mnie pokory.
Właśnie. Jak to się stało, że syn masażystki trafił na wielki ekran?
- Jako dzieciak pływałem, budowałem łodzie, łowiłem ryby, trenowałem jazdę konną, uprawiałem rośliny w naszym ogrodzie, czytałem. Ale telewizja, kino? Nie było na nie miejsca. Aż tu pewnego dnia mama namówiła mnie na udział w reklamie, i to w dalekim Nowym Jorku. Pojechałem, zagrałem, reszta przyszła sama, jako konsekwencja wcześniejszych wyborów.
Ostatnio dał Pan wszystkim dobry przykład.
- Byłem pierwszym celebry tą, który zaangażował się w walkę z wyciekiem ropy po katastrofie w Zatoce Meksykańskiej. Nigdy nic takiego w USA nie miało miejsca. Uznałem to za mój obowiązek.
Team Damon!
OdpowiedzUsuń